A Travellerspoint blog

Mexico - Mexico City, Oaxaca, Tuxtla Gutierez,San Christobal

Almost half way through....

sunny 27 °C

Ok, zaczynampo raz drugi... Przed chwila skonczylam pisac ponad godzinny referat, ktory niestety nie zostal zapisany...:[[[[[[[[[

Wiec od poczatku. Jak widac troche tu po polsku, troche po angielsku, kazdy znajdzie cos dla siebie:)

Nasza wyprawa do Meksyku rozpoczela sie 30. 12 wczesnie rano, kiedy to wyladowalismy w Mexico City. Pierwszego dnia nie robilismy zbyt wiele - roznica czasu nas zabila i wiekszosc dnia spalismy a w nocy walczylsimy z glodem...:)

31.12 postanowilismy sie przeniesc do centrum miasta, bo sam dojazd z hostelu zajal na pol godziny, co w Sylwestrowa noc nie byloby raczej wykonalne.... Wiec po ulokowaniu sie w hotelu poszlismy pozwiedzac centrum stolicy, w tym Zocalo (glowny rynek), Katedre Metropolitana i ruiny swiatyni Aztekow - Templo Mayor. Nowy Rok postanowilismy przywitac na rynku, co okazalo sie niestety katasrofa - 4 godziny wpatrywania sie w sztuczne lodowisko na ktorym ok 23 zaczela swoj godzinny koncert jakas gwiazda meksykanskiego disco polo...;)

Nowy Rok byl juz o wiele bardziej interesujacy. Wbralismy sie na wycieczke w bardziej oddalone tereny Mexico City, w tym Plac Trzech Kultur, Sanktuarium Matki Bozej z Guadelupe, miejsce w ktorym wytwarza sie sok z agawy oraz tequille - wszystko to dostalismy do sprobowania, Alex nawet zjadl robaka... :P, oraz swiatynie Aztekow - Teotihuacan. Niestety tego dnia zrobilo sie bardzo zimno (czego niestety nie przewidzielsimy), wiec niestety weszlismy tylko na swiatynie Ksiezyca, swiatynie slonca musielismy sobie niestety odpuscic, bo grozilo nam to juz niemalze hipotermia... ;)

2.01 wyjechalismy ze stolicy w kierunku miasta Oaxaca. Tutaj nastapila zmiana planow, gdyz w poczatkowych planach mielismy troche zboczyc z trasy i pojechac nad Pacyfik, do Ixtapa i Zihuantanejo, ale dzieki Manuelowi (naszemu przewodnikowi z poprzedniego dnia) uniknelismy rozczarowania ( w naszej wizji mieslismy sie kapac w oceanie, ktory o tej porze roku niestety jest zimny...;) i podazylismy juz konkretnie w kierunku naszego ostatecznego celu, co przy okazji zaoszczedzilo nam troche pieniazkow:)))

Oaxaca niestety kojarzyc mi sie bedzie chyba jedynie z choroba Alexa... Najwyrazniej nie wytrzymal warunkow pogodowych (plus prawdopodobnie efekty szczepienia na zolta febre) i do dzis walczy z jakims paskudztwem...
Ja na wlasna reke staralam sie pozwiedzac najblizsze tereny wkolo hostelu, ale niestety i tak byly to jak dotad najnudniejsze 3 dni w Meksyku...

4.01 wsiedlismy w nocny autobus do kolejnego miasta - Tuxtla Gutierez, gdzie zostalismy do niedzieli (6.01) rano. Tam udalo nam sie zwiedzic jedynie zoo (ZooMat), w ktorym zobaczyc mozna bylo wiekszosc glownych gatunkow zwierzat zamieszkujacych obie Ameryki, w tym sepy, 50 roznych rodzajow papug, aligatory, kojoty no i oczywiscie pantery. Czarna pantera ktora mialam przyjemnosc ogladac z odleglosci okolo 20 cm (przez szybe oczywiscie....;)byla najpiekniejszym dzikim zwierzakiem jakiego widzialam. Wygladala zupelnie niewinnie, dopoki nie otworzyla mordki do ziewania i nie pokazala zebow.....;)

W niedziele dotarlismy do kolejnego miasta (w ktorym aktualnie jestesmy) - San Christobal Colon. Pierwszego dnia ziwedzilismy glowny rynek i okolice - bardzo ladne miasteczko, bardzo kolorowe, z mnostwem barow i restauracji serujacych dania z wszelakich kuchni swiata, co jest bardzo dobre, bo niestety typowe meksykanskie burito czy enchilada nie smakuje niestety jak w naszym Taco w Tarnowskich:) Jest zupelnie bez smaku i dziwnie pachnie....;) Ogolnie meksykanska kuchnia nie zachwyca w jakis szczegolny sposob, jest bardzo ostra (jak mozna sie bylo spodziewac...;) i ogolnie rzecz biorac, zjadliwa. Kolejna rzecz - W MEksyku Corony nie serwuje sie z kawalkiem limonki (!!!???), dlatego zazwyczaj sami wrzucamy owa limonke do kufla (corona w kuflu???....), co przewaznie spotyka sie z niemym zdziwieniem na twarzy kelnera...:) Tyle na temat kuchni:)

Wczoraj (7.01) pojechalismy na druga zorganizowana wycieczke. Zobaczylismy dwa wodospady: Agua Azul ( cos pieknego, widzialam go na zdjeciach, ale one zupelnie nie oddaja jego uroku....) i Misol Ha ( jakies 60 m wysokosci, od strony skal mozna przejsc poza strumien wody - fantastyczne wrazenie...) i Palenque - osada Majow. Miejsce po prostu niesamowite. Ponad 20 swiatyn, wiele jeszcze nie zbadanych, ukryrtych w dzunglii. Do tego mielsismy genialnego przewodnika (seƱor Victor:), ktory od 25 lat oprowadza turystow, wiec nie bede opisywac wiedzy jaka posiada, do tego mial prawdziwy dar jej przekazywania... Najwieksze wrazenie (przynajmniej na mnie...) zrobily elementy i symbole widoczne w swiatyniach, ktore nawiazycwaly do innych kultur, miedzy innymi egipskiej, chinskiej, indyjskiej izraelickiej, greckiej...itd. Skad Majowe czerpali wiedze na temat innych cywilizacji? - tego nie wie nikt.......
Cala wyprawa zaczela sie o 6.30 rano (trzeba bylo wczeeeesnie wstac...;() i wrocilismy o 21.30. O drzemce w busie nie bylo mowy - cala uwage przykuwaly manewry naszego psychodelicznego kierowcy, ktory chyba tylko cudem przywiozl nas w jednym kawalku... - prawie nie pamietam jak doczolgalam sie do lozka....;)

Dzisiejszy dzien przeznaczony zostal na relaks, rezerwowanie noclegow i planowanie dalszej czesci podrozy oraz pranie;))))) Jutro wyruszamy do przedostatniego miasta ktore odwiedzimy w Meksyku - Merida. Bedzie to rowniez najdluzsza podroz autobusem (13 godzin).

Na dzis to tyle i tak napisalam juz chyba wiecej niz wszystkiego razem od czasu pisania pracy licencjackiej:))))))) Niedlugo postaramy sie tez wrzucic jakies zdjecia. Zatem do nastepnego, jakby powiedzieli to Meksykanie - Hasta Luego (albo jakos tak....;)

Right, Hi - first entry in our blogs, if anyones actually managed to find the blog site (meant to copy a link in). All is well and me and marta are currently residing in a little hotel in San Christobal, which is a really pretty old colonial town east of mexico city. Loads of old, vivid spanish achitecture and a bustling trade with loads of tourists about. Visited Palenqua yesterday which is the Mayan ruins north of the city, massive in size and amazing in design and structure, with influenses ranging from hinduism, Egyptians, Chinese and others. Vastly impressive, though was grouchy all day for paying 135 pesos (3.50) for some stale, cold eggs, 2 bits of dried toast and coffee for breakfast and then not eating again until 5pm (2 mouldy tacos), food is tending to dictate my moods and marta is brunting the most of it. Mexican food, aint up to much to be fair. I havent eaten anything yet that has blown me away, I expect when we hit more commercialised places like Cancuun, we will see the mexican/westernised infused side of their food.

Also these dudes dont serve lime with their sol/corona - completely stunned by this.

Mexico City was a spectacle and went on some great tours to see the aztec ruins (teotihuacan i think), their ancient cathedrals and other city sights. Had a great tour guide called Manual, who was 22 looked 35, could speak at least three languages and had a very opioned view of his country and took immense pride in it. The Favellas of the city, were literally a horizon of broken and cobbled homes built of steel, wood, corrugated iron and anything these people could lay their hands on. The Police darent enter, no water or electricity runs to these homes and 65% of the city live in these slums. Its a poor sight. But the city it self is f****ng huge, with nearly 23 million living there. The weird thing is you feel safe, if 65% of the city the police dont enter then the remaining 35% is swarming with big amercianised trucks, filled to the brim with armoured, gun totting policia protecting all the rich. Sad state of affairs. Spent new years in the Zocalo, the main square, some genius deciding to plonk a big ice rink in the middle of it, so was only about 1500 people out skating, didnt see one bottle of tequila all night and no dancing. Sadly dissapointing, spent the night watching some clown, comically try and skate round the rink about 20 times, falling on his arse every 5 seconds. A comic genius couldnt pull off anything funnier. it was class. then we went home. Great new years.

Anyway, will add photos soon. hope everyones well. Getting the night bus to Merada tomorrow, with the possibility of some cave diving and then onto Cancuun and Dom republican. Spending far to much money and have been suffering the last three days from my yellow fever vaccine, aches, pains, glands the size of snooker balls and having to chew everything like a tortoise. Anyway - its all good , my spanish is still shite. Adious machachos...

Posted by Marta-Alex 10:32 Archived in Mexico

Email this entryFacebookStumbleUpon

Table of contents

Be the first to comment on this entry.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Enter your Travellerspoint login details below

( What's this? )

If you aren't a member of Travellerspoint yet, you can join for free.

Join Travellerspoint